wtorek, 1 września 2015

Dzień Pański przyjdzie tak, jak... złodzieje kubłów.

Od miesiąca wszyscy tu modlą się o deszcz, który właśnie wczoraj spadł. Prawdopodobnie padało przez całą noc, lub większą jej część.
To dobrze.
I źle.

Mam wrażenie, że to właśnie deszcz zmotywował złych ludzi do działania. Bo w nocy także zostaliśmy okradzeni.

Włamano się do szkolnego budynku A, w którym, między innymi, znajduje się pracownia ceramiczna.

Nie wiem jak złodzieje sforsowali żelazną bramę wejściowo-wjazdową na teren szkolny. Bardzo możliwe, że po prostu była otwarta. Ach tak, chyba rzeczywiście była - watchmen odpowiedzialny za tamten teren przyznał się, że nie zamykał jej, bo była zepsuta. (?!) Ciekawe od jak dawna. I ciekawe, czemu nikt więcej o tym nie wiedział.
Żelazne drzwi wejściowe do szkoły ustąpiły zapewne za pomocą łomu. O tak:
Następne, pierwsze drzwi na prawo, drewniane, to drzwi do pracowni ceramicznej. Dwuskrzydłowe, więc pewnie wystarczył im mocniejszy kopniak.
No i okradli nam pracownię. Ciekawa jestem, czy ktoś z Was mógłby się w ogóle domyślać, co zabrali.
Otóż, z całego wyposażenia pracowni, zginęły nam cztery plastikowe, około stulitrowe, pojemniki na masę. Nic innego. Złodzieje zadali sobie trud opróżnienia pojemników, dzięki czemu cały znajdujący się tam materiał mamy teraz na podłodze.
Dzięki temu również mamy ślady sprawców.
I co z tego.
Jesteśmy w Afryce, gdzie kradnie się brudne, opisane, plastikowe pojemniki i nie zabezpiecza się śladów. Panowie policjanci przyjechali (a w zasadzie zostali przywiezieni przez naszego szofera i nasz samochód) i pooglądali sobie budynek oraz pozapisywali, co zobaczyli. I na tym koniec.

Nie zginęło nam nic z tego stołu:
co może świadczyć o tym, że złodzieje nie poznali się na naszej sztuce. Lub o tym, że jest nic nie warta. ;)

Nie zginęła też żadna z dwóch par moich butów, choć jak widać na załączonym zdjęciu śladów, mogłyby się przydać. Prawdopodobnie dokładnie wiedzieli, po co przychodzą. Nie zajmowali się zatem błahostkami.

Na koniec brudnej roboty, użyli pracownianej firanki do wytarcia rąk. Uroczo, nieprawdaż?

Jest kilka plusów całej tej sytuacji.
Po pierwsze, brudna robota zajęła złodziejom trochę czasu i sił, dlatego nie zdołali już włamać się do kolejnych pomieszczeń. Choć próbowali do wszystkich - tam jednak drzwi są jednoskrzydłowe, więc nie było tak łatwo. Z jednego, które było otwarte, zabrali dwa materace, które były tam od czasu zeszłorocznych egzaminów, kiedy to przebiegu wszystkiego pilnowali mundurowi urzędnicy państwowi, a jako że egzaminy trwały kilka dni, panowie musieli gdzieś nocować.
Z tych kolejnych pomieszczeń złodzieje mogliby zabrać dużo cenniejsze rzeczy - między innymi cały asortyment szkolny, który przybył do nas z ostatnim kontenerowym transportem. Oraz nierozpieczętowane jeszcze pryzmy papieru brajlowskiego, który to papier tu na wagę złota jest, bo bardzo trudno go w ogóle dostać.
Po drugie, wywalanie tej gliny z tych pojemników w celu przerobienia jej i uplastycznienia i tak mnie czekało. Może nie zrobiłabym tego z takim rozmachem, i na przykład masę lejną przelałabym do innego, mniejszego pojemnika, ale połowę roboty w zasadzie za mnie wykonali. Teraz tylko poczekać muszę na dostawę nowych kubłów, które zdeklarowali się sfinansować, pociągnięci do odpowiedzialności za niewywiązanie się z obowiązków, watchmeni. Dwóch z nich zostało zatrzymanych na posterunku do czasu zwrócenia dwóch trzecich równowartości szkód. Natomiast ich szef, który często na noc wybywał do kabaretów, albo po prostu spał, bo kabarety odwiedzał wcześniej, został zwolniony z policji i wrócił do swoich obowiązków (ktoś musiał, a jemu siostry najbardziej ufają, bo pracuje najdłużej i jest "uczciwy" - termin ten nabiera tu nieco innego znaczenia...), ale otrzymał ostrzeżenie, że przy kolejnym przyłapaniu go na drinkowaniu, wylatuje z hukiem.





Przyznam, że bawi mnie teraz ta cała sytuacja. Rano wcale nie było mi do śmiechu, bo złodziejstwo wcale nie jest zabawne. I jutro pewnie też do śmiechu mi nie będzie, bo masa na podłodze nie może leżeć, więc trzeba się będzie zabrać za sprzątanie.




Natomiast tym, co nie rozważali Słowa z dzisiejszego dnia, ani nie byli na Eucharystii, polecam przeczytać: 1 Tes 5,1-6.9-11. Można tutaj. :)

Takie to złodziejaszki mają wyczucie. A może sposób na ewangelizację? ;)

sobota, 22 sierpnia 2015

prze-błyski



Dużo się działo. Dużo się dzieje.
Im więcej się dzieje, tym więcej chciałoby się pisać.
Tym mniej jest na to czasu. I siły.

Dlatego czasami odpuszczam.
Żeby zachować resztki siebie.
A potem odtwarzam to, co zachowałam w pamięci.

15.08

Bogu dziękuję za wyładowaną baterię w aparacie w trakcie tej półgodzinnej procesji z darami.
Mogłam powrócić do tego, do czego zostałam wezwana. Jako błogosławiona.






17.08
Płacz nie jest dobry na wszystko. Jest dobry tylko na niektóre.
Czasami jest zupełnie mimowolny i niezrozumiały, ale staram się go akceptować.



16.08
Zabieliło się.
Spotkanie rodaków z całej Rwandy - Dzień Polski w Ruhango. Tam gdzie ksiądz Staś i Boże Miłosierdzie. Jeśli widziałeś "Ja Jestem" to wiesz, kim jest ksiądz Staś (drugi od prawej w pierwszym rzędzie). Natomiast czym jest Boże Miłosierdzie możesz napisać pod spodem w komentarzu. I nie musisz w tym celu oglądać żadnego filmu.



20.08
Wielkie tekturowe pudło od Rodziny i o Rodzinie rozmowy przy kolacji. Codziennie można znaleźć w swoim życiu sto powodów do bycia wdzięcznym. Codziennie Rodzina jest jednym z pierwszych.



14.08
Wigilia. Pierwsze zetknięcie na żywo ze słynnym pielgrzymim tłumem. Rwanda, Uganda, Kenia, Tanzania, Burundi, Kongo. Pojedyncze osobniki ze Stanów i z krajów azjatyckich. I my: Polacy i Słowacy. Piękni i europejscy. Widoczni, widziani i oglądani.





18.08
Podróż z Clementem i Donatienem do przychodni dziecięcej dr. Uty. Ich krew będzie badana przez niemieckich specjalistów. Może uda się sprawić, by jeszcze trochę urośli.







W tym szaleństwie nie ma żadnej metody.

piątek, 7 sierpnia 2015

ziemia się zatrzęsła

W rzeczy samej.

Pierwsze w swoim życiu trzęsienie przeżyłam dziś w nocy. Kilka dni temu, słysząc opowieści o trzęsieniach w tym rejonie powiedziałam, że chciałabym tego doświadczyć.
No i masz.
Ze snu wyrwało mnie trzęsące się łóżko. Trzęsło się dobre 15 sekund, więc zdążyło do mnie dotrzeć, że to wcale mi się nie śni.  Popatrzyłam na zegarek - blisko wpół do czwartej. Pomyślałam, że już nie zasnę. Po około pięciu minutach znów zatrzęsło. Tym razem krócej. Prawdopodobnie po kolejnych pięciu minutach jednak zasnęłam. Potem rozmawiałam z Anią o trzęsieniu w nocy i powiedziała, że nic nie czuła. To samo powiedziały siostry. Pomyśleć by można, że jednak mi się śniło.
No bo mi się śniło. Śniło mi się, że z nimi rozmawiałam!
Podekscytowana myślą, że jednak TO się wydarzyło, zaczęłam szukać w odmętach. I znalazłam to.
tutaj relacje współświadków!

Chciałoby się powiedzieć, że szkoda, że przeżyłam to tak na-pół-świadomie.
Z drugiej jednak strony wyznaję moją koszulkową zasadę: be careful what you wish for.

Niech zatem zostanie jak jest.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Przemienianie codzienności

Najpierw zapraszam, żeby przeczytać dzisiejszego o. Grzegorza, którego śledzę od kilku dni i nie mogę się nadziwić, jak bardzo jezuita jest mi bliski. I inspirujący.

Następnie polecam zdobyć górę. Wszelkie wymówki o słabej kondycji, zadyszkach i zbyt rzadkim powietrzu są bezzasadne.
Jak nie dasz rady, On cię poniesie.
Właściwie to nawet o to chodzi. Żebyś nie dał rady i całkowicie Mu się oddał.

Wtedy przemieni się twoja codzienność. Będziesz mógł zatańczyć ze swoimi bliskimi na Jego chwałę. I powiedzieć o tym innym.
Niekoniecznie wypowiadając jakiekolwiek słowa.

Bo przecież... jesteśmy dziedzicami!

wtorek, 4 sierpnia 2015

Daj się zaskoczyć

No naprawdę.
Siedzę i czytam o fali afrykańskich upałów w Polsce i sobie myślę, że ktoś tu nieźle zmyśla. Bo siedzę i czytając trzęsę się z zimna. Ubrana w najcieplejszy polar z kapturem. Kaptur na głowie. Musiałam odczekać dobre 15 minut, żeby poczuć się normalnie. Choć dłonie i stopy wciąż w bardziej jesiennej kondycji.
Nie wiem skąd te upały do Polski przychodzą, ale na pewno nie z Afryki.





Przy pracy w pracowni zastanawiam się jak to dalej będzie. Czy warto poświęcać czas i uwagę komuś, kto zawodzi zaufanie? Brak zaufania do ludzi generuje brak zaufania do Boga.
Czy na odwrót?
Może właśnie zaufaj w końcu, a osiągniesz cel (nad)spodziewany. Zaufaj, że będzie tak, jak być powinno, ale zostaw Mu jeszcze miejsce na bonus. 

Bo w (nie)rzeczy samej, On jest dobry.



Daj się zaskoczyć.




Ps 43, 5

czwartek, 30 lipca 2015

kota potrzeba

W naszym biurze zadomowił się szczur.

Tutejsze szczury wyglądają bardziej jak myszy, ale mówią, że szczur. No to szczur.

W jednym kącie miał toaletę; w drugim, za szafą - sypialnię; w trzecim kącie, z naszym kawowym stolikiem -  jadalnię; czwarty kąt za blisko drzwi, więc nie był wykorzystywany.

Jego obecność zdradził kąt trzeci, gdyż kilkakrotnie, nieopatrznie, szczur wykorzystał go także jako toaletę.

Do biura zwabiły go z pewnością pachnące smakołyki w postaci zalegających w koszu skórek z bananów. Natomiast gdy skórek zabrakło, bo śmieci w końcu zostały wyniesione, zaczął żywić się drewnianymi pasyjkami. No nie.

Dziś od rana Ania w akcji "wykurzanie szczura z biura". Cały dzień, dosłownie! Się tam krząta i wszystko sprząta. I dzwoni po ludziach, czy kota nie mają. Lub kogoś, kto ma, nie znają.

W zeszłym roku kot tu był. Kotka właściwie, o wdzięcznym imieniu Konewka. Bo lubiła podlewać. W szczególności siostrzane łóżka. Kot był, ale się zmył. Tak już tu z kotami jest. Są do pewnego momentu, aż nagle przestają być. Idą w świat i nie znajdują drogi z powrotem.

Kota nie ma, ale jest pies. Pomysł padł, żeby szczurem zajął się Bogusław (ostatni, ze szczeniaków. Ten drugi znalazł nowy dom u rodziny Bryana, jednego z naszych przedszkolaków). Najmniej entuzjastycznie do pomysłu podszedł niestety sam Bogusław. Właściwie to mam wrażenie, że w ogóle nas olał i stwierdził, że panikujemy. Jak to baby.
Poza tym Bogusław woli karaluchy. Szczególnie te "klepnięte" przez s.Fabianę...

A więc szczur jak był, tak jest. Nie dał się wykurzyć odkurzaczem, i wcale mu się nie dziwię, bo taki rzęch ten odkurzacz, że na miejscu szczura też bym się nie przestraszyła.
Siedział sobie w swojej sypialni za szafą, przytulony do prezydenckiego oblicza w ramie za szkłem.
I prawdopodobnie cały dzień miał z nami niezłe kino.

środa, 29 lipca 2015

murugo, czyli dom

Dieudonne jedzie do domu. <3 Jest okazja, żeby wyglądać o tak:

Emmerance z plecakiem cięższym od siebie, dumna z pudła z pomocami do nauki Braille'a, natomiast Denise... czy ona na pewno chce jechać? ;)

Francina jest przejęta, bo w domu będzie jadła mięso! Prawdopodobnie jakaś impreza się szykuje :)


S. Agnes żegna się z objuczonymi maluchami:


Pojechali na dwutygodniowe wakacje do DOMU.
Została dwudziestka.
Trochę spokoju będzie!
:D